Hehetalia

Oto Świat, Panie i Panowie, Panowie i Panie!
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Tamtego dnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Grenlandia

avatar

Liczba postów : 51
Join date : 21/06/2016

PisanieTemat: Tamtego dnia   Nie Wrz 11, 2016 8:54 pm

Będąc prawdziwym okazem żywotności grenlandzkich mieszańców, Asgar nosił w sobie geny inuickiej kobiety z portowego miasta Westri-Byggd i norweskiego kupca urodzonego w Christianii. Właśnie dlatego, gdy w wieku dwudziestu dwóch lat, młodzieniec po raz pierwszy trafił na kupiecki statek, w duchu szczerze podziękował ojcu za wzrost. Choć wyglądał jak niedbale szarpnięty w górę chłopak o ptasiej klatce piersiowej, cieszył się, że w tym aspekcie niewiele odstępował od członków załogi. W jego rodzinnych stronach, większość mieszkańców była niskimi,  krępymi reprezentantami etnicznej urody. Gdy nadchodziła zima, a temperatura spadała grubo poniżej zera, podejrzanie tyczkowate nogi Asgara, wystające spod warstw foczego i niedźwiedziego futra, zawsze były obiektem żartów rówieśników oraz zmartwieniem dorosłych.
Gdy sądzono, że kompletnie nie poradzi sobie na polowaniach, zainteresował się pracą w porcie. Mając nadzieję na odnalezienie siebie, zwrócił się wpierw w stronę skromnego rzemiosła, lokalnego handlu, a odnajdując w sobie zdolność do szybkiego zapamiętywania i chłonięcia wiedzy, stwierdził, że będzie leczyć ludzi. Całkiem ambitnie, jak na kogoś, kto nie urodził się w jednej z ważniejszych, europejskich stolic i zamiast zdobywać rzetelniejszą wiedzę, bazował na zbieraniu doświadczenia od starszych. W pewnym momencie naturalnie chciał podróżować, co umożliwił mu ojciec, który bywał w okolicach Westri-Byggd średnio co kilka miesięcy. Tak trafił na statek. Był szczupły, wysoki, miał stosunkowo wąskie barki i skromną muskulaturę. Gdyby nie ciemniejsza karnacja, smoliście czarne włosy i lekko skośne oczy, bardziej przypominałby Europejczyka, niźli egzotycznego Inuitę. Aczkolwiek i tak potrzebował czasu, by ludzie nabrali do niego zaufania. Choć znał się na swoim fachu, posiadał niezaprzeczalny talent i polot, to nadal był obcy, nieswój oraz dziwnie wyglądał. Szacunek wyrabiał sobie miesiącami, respekt latami, a uznanie dopiero po połowie dekady.
Gdy napadnięto na ich okręt – miał dwadzieścia osiem jesieni na karku. Grabieże, czyli ryzyko zawodowe każdej żeglugi. Mały dodatek do orzeźwiającego smaku podróży, kującej chęci podjęcia dobrego zarobku i szkolenia się w rzemiośle. Śmierć miała zastać go w skromnej klitce pod pokładem, gdzie trzymał potrzebne przedmioty i fiolki z medykamentami. Zrezygnowała, stwierdzając, że mężczyzna może jej się jeszcze przydać. Przynajmniej przez jakiś czas. Zawód okazał się być jego przepustką w stronę życia.
Ostatnia stacja z biletu miała swoją lokację w Aberdeen – północnoszkockim porcie, w którym Asgara pozostawiono. Choć od tamtego momentu minął okrągły rok, wciąż nie wiedział, jakie były motywacje kapitana tego statku. O czym myślał i co planował. Możliwe, że chodziło o zwykły akt łaski, ale nie chciał oskarżać o empatię kogoś, kto był winien śmierci nie tylko współtowarzyszy podróży, ale przede wszystkim ojca.
Asgar przestał pływać. Wyspy okazały się nostalgicznym powiewem jego rodzinnych stron. Klimat bardzo przypominał ten na południu Grenlandii – ot – brakowało tylko ostrzejszej zimy na początku października. Poza tym, było pochmurno, dosyć deszczowo i przyjemnie rześko. Szkoda tylko, że Asgar zamiast pracować w zawodzie, urzędował w więzieniu na polecenie zaprzyjaźnionego człowieka. Nie był strażnikiem. To raczej profesja czepiania się jakiekolwiek roboty, pomoc, okazjonalne sprawianie pozorów, by potem mieć w nocy dach nad głową i ciepłą kolację. Jednakże obiecał sobie oszczędzać fundusze i – w najbliższej przyszłości – pójść na przysłowiowe 'własne'. Gdyby miał jeszcze trochę szczęścia, chciałby pracować w swojej lecznicy. Miał trochę marzeń.
Tymczasem – jeszcze przez jakiś czas – będzie wsłuchiwał się w majaczenie latarni morskiej. Żwirowe wybrzeże zawsze pachniało wodorostami i solą. Regularne fale z szumem osiadały na gładkich ścianach szkierowych skał, których linia wyraźnie wyznaczała granicę pomiędzy wąską plażą, a rozległą łąką zielonej, karłowatej roślinności. Szare pukle obłoków snuły się aż po horyzont, niosąc chłodny, rzęsisty deszcz.  Port żył swoim własnym rytmem.
Asgar związał przydługie, czarne kosmyki w niedbałą kitę. Już dawno myślał o tym, by je skrócić, ale od miesiąca nie może znaleźć stosownej chwili. W murach budynku było dzisiaj zatrważająco spokojnie. Mężczyzna stwierdził w duchu, że jest szansa na jeden, spokojniejszy dzień.

// Hej Ardw! D": Przepraszam, że tyle to trwało - postanawiam poprawę i proszę o rozgrzeszenie! Gdyby coś było nie tak - napisz mi albo PW albo na gg - na bieżąco postaram się wszystko poprawić.
STRESUJĘ SIĘ TYM POSTEM.
PRZEPRASZAM JEŚLI ZAWIODŁEM OCZEKIWANIA.
Q____Q
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Tamtego dnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Hehetalia :: Cały świat! :: Rozgrywki alternatywne-
Skocz do: